ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Olgierd D. cierpiał na depresję. Zażywał silne leki psychotropowe łagodzące skutki braku snu i depresji. Medykamenty często mieszał z drinkami

Przed wrocławskim sądem okręgowym trwa proces Olgierda D. Mężczyzna w grudniu 2025 roku zamordował swoją matkę. Sekcja zwłok wykazała, że 79-letnia seniorka miała połamane żebra, obrażenia głowy i kilkadziesiąt siniaków na całym ciele

Do zdarzenia doszło 5 grudnia 2025 roku w domu w Gębicach. Policję po kilku dniach zawiadomili sąsiedzi, którzy zauważyli, że staruszka nie wychodzi na dwór i wieczorami nie ogląda telewizji. Kobietą opiekował się syn, Olgierd D., który był ostatnio u niej widziany. W dniu 9 grudnia patrol pojechał sprawdzić, co dzieje się u seniorki.

– W domu policjanci odkryli zwłoki kobiety. Na miejsce wezwano lekarza, prokuratora i grupę dochodzeniowo-śledczą. Dom był zamknięty, więc wykluczono włamanie lub napad rabunkowy. Zatrzymano syna kobiety, który przyznał się do pobicia matki – mówiła Joanna Demska z Komendy Powiatowej Policji w Strzelinie.

Pobita staruszka miała leżeć na podłodze przez wiele godzin. Następnie Olgierd D. miał przeciągnąć ją na materac i pozostawić matkę w pozycji siedzącej. Pod głowę włożył jej poduszkę, a resztę ciała przykrył kocem. Po pewnym czasie zaczął zmywać krew znajdującą się na podłodze i wrócił do Wrocławia.

Kłótnia w kuchni

Medyk sądowy stwierdził, że kobieta umierała w powolnej agonii. Z ustaleń wynika, że Olgierd D. pobił matkę podczas kłótni. Kobieta cierpiała na demencję i chorobę Alzheimera. Do tragedii miało dojść w kuchni.

– Olgierd D. zadał matce wiele ciosów rękami. Kobieta przewróciła się na podłogę. Podejrzany w trakcie przesłuchania w prokuraturze odmówił składania zeznań. Do tej pory 59-latek nie był karany sądownie – informowała Karolina Stocka-Mycek, ówczesna rzecznik wrocławskiej prokuratury okręgowej.

Kilka dni temu odbyła się rozprawa sądowa, na której zeznawali członkowie rodziny i biegłe psycholog. Córka Olgierda D. wspólnie z mężem tłumaczyli, że nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Olgierd D. ma wyższe wykształcenie i jest byłym nauczycielem akademickim. Prowadził dużą firmę, był jej prezesem.

– Ojciec zawsze mnie wspierał. To dzięki niemu ukończyłam studia medyczne. To człowiek, na którego zawsze mogłam liczyć. Jest wrażliwy i zawsze sam rozwiązywał problemy. Stresował się pracą. Nigdy nie podniósł na nas ręki. Szczególnie opiekował się swoją matką. Jednak coś pękło, nie znam powodów tragedii – zeznała córka.

W sądzie przesłuchiwany był też zięć oskarżonego. Mężczyzna (również lekarz) bronił sprawcę.

– Olgierd był nauczycielem akademickim. Miał podejście do ludzi. Osobiście wspierał mnie w wielu trudnych sytuacjach życiowych. Nie mogę uwierzyć w to, co się stało – przekonywał.

Wybuch agresji przez stres?

Olgierd D. cierpiał na depresję. Przez dziesięć lat walczył z bankiem. Chodziło o potężne pieniądze – ok. 1 milion złotych. Do tego opiekował się chorą na demencję matkę. Zażywał silne leki psychotropowe, łagodzące skutki braku snu i depresji. Medykamenty często mieszał z alkoholem. W sądzie padło stwierdzenie, że mógł mieć tzw. zespół stresu opiekuna...

Cały artykuł zamieściliśmy w 42 (1327) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Eryk
Olgierd
Krzysiek bo tak do niego mówiliśmy był naprawdę dobrym czowiekiem..pamiętam go jescze jak był kawalerem. Kurcze naprawdę dobry pomocny człowiek. Tylko mama jego wie co tak naprawdę się tam stało. Zabierał.mamae do siebie do domu ale ona stamtd im uciekała..szkoda mi go bardzo bo naprawdę złego słowa nie mogę na niego powiedzieć. Po prostu nie wytrzymał już pewnie ale oczywiście to nie pozwala mu do zabicia własnej matki

0
Dobry człowiek
Był dobrym człowiekiem każdemu pomagał był uśmiechnięty był tolerancyjny i wszystkie stresy tłumił w sobie aż któregoś dnia nagromadzony stres wybuchl
Gdyby ten człowiek był impulsywnym wariatem to krok po kroku wybuchając 5 razy dziennie wywalił by z siebie gromadzący się w nim stres.

0

Przeczytaj również