ZNAJDŹ NA STRONIE

 

– Integrujemy się, jeden drugiemu pomaga – mówi o działkowcach prezes Barbara Mikłasz (druga z lewej)

W tym roku działkowcy z ROD „Wspólnota” w Strzelinie świętują 45-lecie istnienia ogrodu. To doskonała okazja, aby przypomnieć, jak zmieniały się działki na przestrzeni lat, jak wyglądały ich początki i jaką rolę odgrywają dziś w życiu właścicieli.

Obecnie trudno wyobrazić sobie, że kiedyś na terenie Rodzinnych Ogrodów Działkowych „Wspólnota” w Strzelinie było po prostu obsiane kukurydzą pole. Nie było altan, zadbanych grządek ani zielonych zakątków. Wiosną 1981 roku wytyczono alejki, a działki wyznaczono wbitymi w ziemię patyczkami. Pracy do wykonania było mnóstwo, bo wszystko trzeba było stworzyć od podstaw i to własnymi rękami.

Działki przydzielano pracownikom poszczególnych zakładów, między innymi WSK, mleczarni, zakładu karnego, Społem i nauczycielom. Chętnych nie brakowało, bo własne warzywa i owoce miały wówczas dużą wartość. W sklepach brakowało produktów, a działka pozwalała uzupełnić domowe zapasy.

– Wiosna była dość późna, kiedy dostaliśmy działki. Niektórych warzyw nie opłacało się już sadzić, bo minął odpowiedni termin. Co jeszcze można było, to się siało, ale już na te okopowe było za późno – wspomina pani Irenka Partyka, która ma swój ogródek od 1981 roku. – Ale wszystko urosło – dodaje pani Zosia Trębacz, która również ma działkę od samego początku.

Ziemię trzeba było przekopać, wyznaczyć grządki, a później stopniowo stawiać ogrodzenia i altany. Działkowcy zdobywali materiały, jak tylko mogli. Cegły przywożono z pobliskiej cegielni, a w budowę angażowali się mężowie i znajomi.

Pani Irenka wspomina, że teren, na którym powstały działki, początkowo miał być przeznaczony na cmentarz. Gdy podczas kopania natrafiono jednak na wodę, plany zmieniono, a cmentarz komunalny urządzono w innym miejscu.

Przyjaźń na lata

Pani Irenka przez 30 lat pracowała w Społem razem z panią Zosią. Jedna była szefową kuchni, druga pracowała na bufecie w restauracji. Panie od 45 lat mają sąsiadujące ze sobą działki i przyjaźnią się do dziś.

– Człowiek dużo pracował, brał nadgodziny, ale i tak jechało się na działkę. Najpierw trochę się odpoczęło, a potem brało się za haczkę. Nieraz pracowało się do dziesiątej wieczorem, żeby wszystko zagospodarować – opowiada Irenka.

Przez lata zmieniło się podejście do działkowania. Dawniej ogródki służyły przede wszystkim uprawie warzyw i owoców, dziś coraz częściej pełnią również funkcję rekreacyjną. Jedni nadal pielęgnują tradycyjne grządki i sady, inni stawiają na trawniki, leżaki i miejsca do spotkań rodzinnych. Pojawiają się też podwyższone grządki i nowe rozwiązania ogrodnicze. Każdy urządza działkę według własnych potrzeb – jedni z myślą o zbiorach, inni przede wszystkim o wypoczynku.

Jak zauważa prezes Barbara Mikłasz, własnym kawałkiem zieleni interesują się również młodsi mieszkańcy, którzy kupują mieszkania bez ogródków. Starsi działkowcy, którzy nie mają już sił na samodzielną pracę, niekiedy przekazują swoje działki dzieciom lub wnukom. – To bardzo piękne, że kolejne pokolenia chcą je pielęgnować. Integrujemy się, jeden drugiemu pomaga – podkreśla Barbara Mikłasz...

Cały artykuł zamieściliśmy w 42 (1327) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również