Łezka kręci się w oku starszemu pokoleniu miłośników lokalnej piłki nożnej. Niedzielne wyjście na wiejskie boisko, aby obejrzeć mecz swojej drużyny było czymś powszednim. Dziś po tamtych czasach pozostały wspomnienia, stare bramki, niekoszone murawy i nostalgia.
Piłka nożna to niewątpliwie najbardziej popularny sport w Polsce. Zarówno jeśli chodzi o kibicowanie (na różnym szczeblu), jak i o ilość sportowców oraz działaczy. Żadna inna dyscyplina, w skali całego kraju, nie ma tak dużego zaplecza i piłkarskiej społeczności. Nie inaczej jest w naszym powiecie. Klubów i dyscyplin, jakie są uprawiane na różnym poziomie, mamy przynajmniej kilkanaście, ale to właśnie piłka nożna zrzesza najliczniejsze grono działaczy i sportowców. Również same kluby piłkarskie (jako całość) otrzymują największe wsparcie samorządów, a także różnych instytucji lub osób.
Kiedy jednak popatrzymy na lokalną piłkę i kluby z perspektywy kilku dekad, zauważymy, że nasz piłkarski świat się kurczy i to wyraźnie. Zauważa to także nasz były dziennikarz, Marek Rychlica, który od blisko dwóch dekad działa w lokalnym sporcie jako działacz i społecznik. Obecnie jako radny Rady Miejskiej Strzelina zasiada w komisji, zajmującej się m.in. sprawami sportu. Jest tam nie bez podstaw, gdyż od lat angażuje się w rozwój piłki nożnej w regionie i z bliska obserwuje, jak zmienia się jej oblicze w powiecie strzelińskim.
– Kiedy zaczynałem interesować się lokalną piłką, czyli jakieś dwadzieścia lat temu, funkcjonowały jeszcze takie kluby jak: Starter Gęsiniec, MKS Muchowiec, Pionier Wyszonowice, Piast Łojowice, Victoria Sarby, Olimpia Podgaj, Ślęza Księginice Wielkie, Granit Górka Sobocka, BKS Borów, Osiedle Strzelin, Korona Pęcz czy FC Pęcz i kilka innych. Wtedy jedna 16-zespołowa grupa B klasy składała się wyłącznie z drużyn z powiatu strzelińskiego. Dziś wiele z tych klubów, niestety, już nie istnieje, a te, które grają, często miały przerwy w działalności i dopiero po latach się reaktywowały – mówi Marek Rychlica.
Dlaczego tak się dzieje? W czym upatrywać można regresu lokalnej piłki nożnej? Odpowiedź, wbrew pozorom, jest prosta. – Dzisiejsza lokalna piłka nożna zdecydowanie różni się od tej sprzed 20 lat, głównie z powodu „materiału ludzkiego”. Kiedyś było po prostu więcej piłkarzy i działaczy – to łączyło się z demografią i mentalnością. Dziś w dobie smartfonów i globalizacji coraz trudniej zachęcić młodych ludzi do uprawiania sportu, bo amatorski futbol, niestety, przegrywa z ekranem – zauważa nasz rozmówca. – O tym, że w danej miejscowości jest jakiś klub, decyduje wiele czynników, ale najważniejszy jest człowiek – działacz, społecznik. To on napędza cały mechanizm. W ostatnich latach, niestety, widać, że coraz mniej osób chce poświęcać swój czas dla lokalnej społeczności, a bez tego trudno utrzymać drużynę amatorską. Wszystko zaczyna się od działacza – podkreśla Marek Rychlica.
O historii przypominają stare bramki
Potwierdzeniem tego, że historia lokalnych klubów była bogata świadczyć mogą stare, przeważnie nieczynne boiska. Przed kilkoma dekadami były one niemal w każdej wsi. Nawet jak nie było w niej klubu, to było często boisko, na którym młodzież kopała piłkę. Dziś większość tych obiektów to bardziej pastwiska (bez krów) niż miejsca, gdzie można pobiegać. Wymieniać można byłoby takie miejscowości bez końca...
Cały artykuł zamieściliśmy w 15 (1300) wydaniu papierowym Słowa Regionu.













































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij