Jarosław Olijnyk zdobywał pieniądze na remont zniszczonego budynku, jeździł na „targi nauczycieli”, a jego wojenne losy prowadziły przez niemiecką niewolę aż do karnego batalionu pracy w Norwegii.
Jak już pisaliśmy we wcześniejszych wydaniach, w październiku wiązowska szkoła będzie obchodzić jubileusz 80-lecia. Z tej okazji przed budynkiem placówki zamontowano kamienną „Ławkę Dyrektorów” z tabliczkami upamiętniającymi wszystkich dyrektorów kierujących szkołą od jej powstania po wojnie. Odsłonięcie odbyło się kilka tygodni temu z udziałem m.in. władz samorządowych oraz byłych dyrektorów.
Dwa tygodnie temu na łamach „Słowa Regionu” rozpoczęliśmy przypominanie historii wiązowskiego szkolnictwa. Naszą przewodniczką jest Danuta Eron, emerytowana nauczycielka, która temu zagadnieniu poświęciła obszerną pracę magisterską. Dziś ponownie wracamy do postaci Jarosława Olijnyka, wieloletniego powojennego kierownika szkoły.
Najpierw „mała szkoła”
Zanim uczniowie trafili do obecnego budynku, nauka odbywała się w innych miejscach. – Budynek małej szkoły wybudowano w 1901 roku. To była szkoła ewangelicka i działała do wybuchu II wojny światowej – wyjaśnia Danuta Eron. Po wojnie do Wiązowa napływali mieszkańcy ze Wschodu, w tym z Kresów Wschodnich, a także z Francji i Belgii. Pomieszczeń zaczęło brakować. – Dlatego nową szkołę utworzono w budynku po byłej fabryce cygar, czyli w dawnej Galanterii – Dolbucie – opowiada.
Nauka odbywała się tam do 1955 roku, ponieważ obecny budynek szkoły przy ul. 1 Maja był po wojnie zniszczony i wymagał gruntownego remontu.
Jeniec wojenny i nauczyciel
Jedną z najważniejszych postaci powojennej historii placówki był Jarosław Olijnyk. Urodził się w 1914 roku. Uczył się w Szkole Powszechnej w Szydłowcu, a w 1935 roku ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie w Stanisławowie. Następnie pracował jako nauczyciel w Kołomyi oraz w Ryczce Śnidawce w powiecie Kosów Huculski. Od 1938 roku należał do Związku Nauczycielstwa Polskiego.
Po wybuchu wojny został zmobilizowany do 49. Pułku Piechoty. 21 września 1939 roku podczas walk pod Tomaszowem Lubelskim dostał się do niemieckiej niewoli. – Z niemieckiego obozu uciekł. Kiedy go złapali, za karę wysłali go do obozu w Norwegii, żeby już morza nie przepłynął. Mam jeszcze list jego matki, która go szukała. Jak się go czyta, to łzy same cisną się do oczu – wspomina Danuta Eron.
Koniec wojny zastał Olijnyka w Norwegii, gdzie przebywał w 28. karnym batalionie pracy dla jeńców wojennych. Już 15 maja 1945 roku prowadził dla polskich jeńców kurs czytania i pisania w obozie w Trondheim. – Mam nawet zaświadczenie, że taki kurs prowadził – podkreśla pani Danuta.
W latach 1945–1947 Olijnyk pracował jako nauczyciel w żołnierskiej szkole powszechnej koło Hamburga. W czerwcu 1947 roku wrócił do Polski i osiedlił się w Wyszonowicach, gdzie od września uczył w miejscowej szkole. Później trafił do Wiązowa. W 1948 roku poślubił panią Musiał, jedną z pierwszych powojennych nauczycielek, o której pisaliśmy w poprzedniej części. W tym samym czasie naukę religii w Wyszonowicach prowadził również wieloletni proboszcz wiązowskiej parafii, były kapelan wojskowy w stopniu majora, ks. Jan Kucy.
Pieniądze zdobywał nawet w Warszawie
Przedwojenny budynek szkoły przy ul. 1 Maja podczas wojny pełnił funkcję szpitala. Jak pisaliśmy w poprzednim artykule, po wojnie znajdowały się w nim również ludzkie szczątki. Obiekt wymagał wieloletniego remontu, w który mocno zaangażował się Olijnyk. – Pan Olijnyk zdobywał pieniądze. Jeździł nawet do Warszawy, żeby tam pomogli, i wyjeździł te pieniądze. Budynek był remontowany przez kilka lat – wspomina Danuta Eron.
Dzięki tym staraniom we wrześniu 1955 roku uczniowie i nauczyciele mogli przenieść się z dawnej galanterii do odremontowanej szkoły...
Cały artykuł zamieściliśmy w 37 (1322) wydaniu papierowym Słowa Regionu.








































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij