Od dzieciństwa pochłaniał książki, a dziś jest popularnym recenzentem. Luca Krzysztofczyk, który stoi za profilem „Luca w kulturze” opowiada o tym, jak pasja do czytania przerodziła się w profesjonalną działalność, skąd wziął się pomysł na stworzenie własnego miejsca w świecie literatury oraz dlaczego nie boi się sięgać po coraz to nowe wyzwania.
Jak zaczęła się Twoja przygoda z książkami?
- Z książkami jestem związany od dziecka. Kiedy byłem w pierwszej klasie szkoły podstawowej, tato zapisał mnie do naszej miejskiej biblioteki. Gdy tylko tam wszedłem i zobaczyłem uśmiechniętą panią Lidzię Widelską, to zakochałem się w tym miejscu. Do tego stopnia, że jak przychodził okres wakacji i ferii, to siedziałem tam od rana do wieczora. Moi rodzice dzwonili do biblioteki i prosili, żebym przyszedł chociaż na obiad.
Czyli można powiedzieć, że to droga od dziecięcej fascynacji do profesjonalnego recenzowania książek?
- Znajomi, którzy wiedzieli, że dużo czytam, pytali mnie o książkowe polecenia. Od słowa do słowa zachęcili mnie do tego, żeby publikować recenzje. Zaczęło się od Bookstagrama, czyli świata literackiego na Instagramie. Zacząłem publikować tam i na stronie „Lubimy czytać”. Później zgłaszałem się do naborów recenzenckich. Następnie przyszły pierwsze współprace z wydawnictwami. Instagram tworzy ogromną społeczność, więc żeby w jakikolwiek sposób zaistnieć, trzeba się czymś wyróżnić. Moje recenzje są specyficzne, bo okraszane lekkim humorem, ripostą i to się spodobało. Zaczęli pisać do mnie autorzy, najczęściej debiutanci, prosząc o recenzję ich książek. Potem rozrosło się to do tego, że wydawnictwa same się do mnie zgłaszały. Teraz jestem już w tzw. bazie recenzenckiej – to ja wybieram książki, które chcę recenzować.
Jakie gatunki literackie recenzujesz i co sam najbardziej lubisz czytać?
- Jako recenzent nie zamykam się na żaden gatunek. Uważam, że dobry recenzent jest w stanie zrecenzować każdą książkę obiektywnie niezależnie od swoich prywatnych gustów. Sam najchętniej sięgam po kryminały, thrillery, literaturę obyczajową. Jako recenzent stawiam sobie też swego rodzaju poprzeczkę, jak moje pisanie odnajdzie się w fantastyce, w reportażu czy horrorze.
Ile zajmuje Ci przeczytanie danej pozycji i przygotowanie recenzji?
- To zajęcie jest bardzo czasochłonne. Każdą wolną chwilę poświęcam na czytanie. Jeżeli nie mam spotkań autorskich, festiwali czy targów, które także absorbują sporo czasu, to tak co dwa dni jestem w stanie opublikować recenzję kolejnej książki. Już w trakcie czytania znajduję takie punkty zaczepne i to, co chciałbym ująć w recenzji, a moja praca zaczyna się... kiedy biegam. W trakcie treningu wszystko układam sobie w głowie. Pojawia się pomysł na wstęp, zbieram takie różne wolne myśli. Przygotowanie recenzji zajmuje mi więc średnio dwa, trzy dni.
Prowadzisz także spotkania autorskie. Jak udało Ci się dojść do tego miejsca?
- Trzeba być bardzo autentycznym. Zawsze wychodziłem z założenia, że trzeba coś więcej dać od siebie, dlatego jeździłem na wszystkie spotkania autorskie po prostu jako czytelnik, słuchałem rozmów z autorami, podchodziłem po autograf. Uważam, że przy pisaniu recenzji bardzo ważna jest także świadomość, co kierowało autorem. Jeździłem więc na te spotkania, aby poznać pisarzy, ale wciąż brakowało mi czegoś, co wypełni taką moją „lukę” w kulturze. Czułem, że nie wszystko jestem w stanie w recenzji uchwycić, chciałem też z pisarzami porozmawiać. Wpadłem na pomysł nagrywania krótkich filmików podczas tych spotkań. Wówczas byłem jednym z nielicznych bookstagramerów, którzy na spotkaniach autorskich zapraszali autorów na wywiady wideo. Pierwszym, który się zgodził, był Tomek Duszyński. Pisarze zaczęli mnie z tego kojarzyć. Sami sugerowali, że chcą, abym z nimi w tej formie porozmawiał. Pomyślałem, że warto pojechać na większy festiwal, zobaczyć jak to wygląda. Na początku tego roku odbyła się „Zagryfka” – festiwal kryminalny w Grodzisku Mazowieckim. Chciałem zostać patronem medialnym tego wydarzenia, ale organizatorzy zwrócili się do mnie z propozycją, abym poprowadził jeden z paneli dyskusyjnych. Nie mogłem w to uwierzyć. Gościłem Cyryla Sone, Dianę Brzezińską, Macieja Klimarczyka. To są topowi autorzy, a ja poprowadziłem z nimi rozmowę. I tak to się zaczęło rozkręcać – poznawałem kolejnych autorów, wydawców, firmy obsługujące stoiska w trakcie targów. Z jedną z takich firm rozpocząłem stałą współpracę – na wszystkich targach książki współpracuję z wydawnictwem Filia.
Te relacje nie ograniczają się jednak wyłącznie do literatury. Team Pisarze, z którym jesteś związany, organizuje akcję charytatywną dla chorego chłopca. Mógłbyś coś więcej o tym powiedzieć?
W ramach Team Pisarze polscy autorzy zbierają pieniądze na leczenie Jasia Greli, 5-latka cierpiącego na dystrofię mięśniową Duchenne'a. Potrzeba aż 15 mln zł, więc pisarze podejmują różne działania, aby nagłośnić i wesprzeć zbiórkę. Planujemy razem wziąć udział w warszawskim Runmageddonie. Dla autorów i ludzi z literackiego świata, którzy nie mają wiele wspólnego ze sportem, to nie lada wyczyn, ale stwierdziliśmy, że chcemy wyjść ze swoje bańki i zrobić coś dobrego. W internecie można znaleźć też wiele ciekawych aukcji, zaproponowanych przez autorów, dlatego zachęcam, aby wesprzeć tę inicjatywę...
Cały artykuł zamieściliśmy w 28 (1313) wydaniu papierowym Słowa Regionu.












































































Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij