ZNAJDŹ NA STRONIE

 

Grono pedagogiczne szkoły nr 1 z roku szkolnego 1994/95

W czasie przygotowań do 80-lecia szkoły podstawowej nr 1 szkolne wspomnienia przywoływali uczniowie, nauczyciele, rodzice. Najchętniej dzielili się nimi najstarsi, którzy z ogromnym sentymentem przypominali sobie lata spędzone w szkole. Wspomnieniami podzieliła się także pani Wanda Mazur, uczennica i absolwentka jedynki, a później także nauczycielka matematyki, która opowiedziała o swojej pracy w tej szkole.

W latach dziewięćdziesiątych uczyła Pani w Zespole Szkół Ogólnokształcących, w skład którego wchodziła też szkoła podstawowa nr 1. Jak to jest uczyć w szkole, do której chodziło się jako dziecko?

- Tak, miałam cztery klasy w liceum i dwie w szkole podstawowej w latach 1993-96. Oczywiście miło było wrócić "na stare śmieci", jednak byłam teraz nauczycielką i musiałam skupić się na swoich obowiązkach. Bardzo dobrze wspominam te lata i moich uczniów, szczególnie tych z najmłodszych klas, z którymi jeździłam w soboty na basen do Wrocławia.

Jakich przedmiotów Pani uczyła?

- Uczyłam matematyki. Dostałam też wychowawstwo w kl. VI, którą prowadziłam aż do zakończenia szkoły, czyli do ósmej klasy. Ono bardzo dużo mnie nauczyło. To była bardzo dobra klasa, powiedziałabym taka "wybrana". Z 30 uczniów, którzy ukończyli ósmą klasę, 15 zdało maturę w 2000 r. To był naprawdę znakomity zespół, nauka nie sprawiała im trudności. Byli zdolni, pracowici i inteligentni.

Czy ówczesna młodzież bardzo różniła się od dzisiejszej?

- Wydaje mi się, że są różnice. Klasy były kiedyś bardziej zżyte, przynajmniej klasa, w której miałam wychowawstwo. Na lekcjach byli bardzo zdyscyplinowani, o wzorowym zachowaniu, bez uwag i zarzutów. Bardzo chętnie uczestniczyli w różnych pracach społecznych, byli też bardzo koleżeńscy.

Mówi się, że młodzież potrafi zaskoczyć różnymi pomysłami. Jak to wyglądało w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku?

- Uczyłam wtedy już przez trzydzieści lat, więc poznałam wielu "geniuszy", ale zbiorowe pomysły 13-15 latków odkryłam dopiero w mojej ukochanej klasie VI. Jednak tę "pomysłowość" i zabawy realizowali poza murami szkoły - na wycieczkach, rajdach, wszelkich wyjazdach, a nawet na ... cmentarzu!

Który z wyczynów klasowych zapamiętała Pani najbardziej?

Był taki Poniedziałek Wielkanocny, w który zaplanowali sobie śmigus-dyngus, świetnie się bawili, wylewając wiadra wody na przechodniów. Z kolei na jesiennym rajdzie do Gościęcic, kończącym się ogniskiem, tylko oni przeżyli "cudowną przygodę", dla reszty to był zwykły rajd. Takich pomysłów mieli dużo - na pierwszej klasowej wycieczce stwierdzili, że nic nie zamierzają zwiedzać, bo przecież wycieczka jest zapoznawcza, więc chcą tylko się zapoznać i pomieszkać w schronisku. Niektóre z wyczynów były mniej przyjemne dla wychowawcy i rodziców, choćby stan autokaru po jednej z wycieczek...

Cały artykuł zamieściliśmy w 3 (1288) wydaniu papierowym Słowa Regionu.

UWAGA!
Gdy liczba negatywnych głosów na dany komentarz osiągnie 15, zostanie on automatycznie ukryty, niemniej pokazywać się będzie przy nim opcja "kliknij, aby wyświetlić". Kiedy jednak dany komentarz osiągnie 20 negatywnych głosów, zostanie automatycznie wycofany z publikacji na stronie i już nikt nie będzie mógł go zobaczyć (poza administratorem strony).
Dodając komentarz przestrzegaj norm dyskusji i niezależnie od wyrażanych poglądów nie zamieszczaj obraźliwych wpisów. Jeśli widzisz komentarz, który jest hejtem, kliknij choragiewka875chorągiewkę i zgłoś swoje uwagi administratorowi.
Ukryj formularz komentarza

2500 Pozostało znaków


Przeczytaj również